W poniedziałek Tusk spotka się z Merzem. Niemcy rzucają koło ratunkowe premierowi?
O mającym nastąpić jutro spotkaniu ekipy Tuska z rządem Niemiec w Berlinie wiele nie wiadomo, no może poza tym, że "nasz premier" wystąpi tym razem w garniturze. Spotkanie, jak podkreślają nasi sąsiedzi zza Odry ma charakter czysto konsultacyjny, choć może w jego trakcie będzie trzeba uczynić jakieś gesty (puste?), by pokazać opinii publicznej w Polsce, jaki to z Tuska twardy zawodnik i patriota. Niemcy nie kryją jednak, że w sprawach rzeczywiście ważnych - a takimi jest np. kwestia reparacji za zbrodnie wojenne - ani myślą iść na jakiekolwiek ustępstwa.
"Spotkanie rządów Polski i Niemiec. Kurtuazja czy konkrety?", zastanawia się niemiecka prasa, która, powołując się na informacje ze źródeł rządowych, ujawnia, że omawiane będą sprawy bilateralne, współpraca gospodarcza, polityka europejska i tematy dotyczące polityki bezpieczeństwa i obronności.
W tym ostatnim segmencie nasi sąsiedzi mają już niejakie sukcesy. "Niemieckie systemy Patriot strzegą nieba na Podkarpaciu, niemieckie myśliwce Eurofighter odwiedzają polskie bazy lotnicze i pomagają pilnować przestrzeni powietrznej na wschodniej flance NATO, a niemiecki gigant Rheinmetall ogłasza współpracę z Polską Grupą Zbrojeniową w dziedzinie budowy tak zwanych wozów wsparcia", wylicza z dumą portal dw.com.
Niestety, z ich oczywiście punktu widzenia, nie wszystko Niemcom wychodzi. "(...) trudno tu mówić o przełomowych decyzjach, które w strategiczny sposób zbliżyłyby polskie i niemieckie struktury obronne. Szansą na to mógł być warty miliardy złotych polski program Orka czyli zakup nowych okrętów podwodnych dla Marynarki Wojennej. Niemcy byli w grze, ale ostatecznie Warszawa wybrała jednostki ze Szwecji", ronią krokodyle łazy za Odrą.
Niemieckie media ubolewają, że w trakcie poniedziałkowych "konsultacji" nie planuje się ogłosić wielką wspólną inwestycję obronną. Rozmawiać natomiast ma się o drogach, mostach i liniach kolejowych łączących Polskę i Niemcy.
Winą za brak "dużych i odważnych inicjatyw w dziedzinie obronności" obarczają Niemcy polską prawicę i prezydenta Karola Nawrockiego, którego wybór zaciążył, jak podkreślają za Odrą, nad całością relacji polsko-niemieckich.
A miało być tak pięknie - po zwycięstwie Rafała Trzaskowskiego, który ostatecznie okazał się "dwugodzinnym prezydentem".
"Polska czekała na nowego prezydenta, którym – wbrew nadziejom rządu Tuska – został Karol Nawrocki, a wraz z nim na agendę mocno wrócił temat reparacji od Niemiec i odszkodowań za straty wojenne", oburzają się berlińskie (i nie tylko) media.
Jak podkreślają ze smutkiem, w Polsce coraz wyraźniejsza staje się też zmiana podejścia do Niemiec i to w wielu wymiarach. "Coroczny Barometr Polska-Niemcy pokazuje, że Polacy patrzą na Niemców coraz bardziej krytycznie. Sam premier Donald Tusk wydaje się być wręcz ostentacyjnie mało zainteresowany relacjami z Niemcami i jak ognia unika sytuacji, które opozycja mogłaby wykorzystać do ataku na premiera, pod znanym od lat zarzutem, że jest chłopcem na posyłki Berlina", czytamy w dw.com.
Jak podkreśla portal, widać to w podejściu do historii. Temat zadośćuczynienia za straty wojenne na dobre zadomowił się w polsko-niemieckich dyskusjach na rożnych szczeblach.
"Oczywiście nie ma mowy o żadnej wypłacie reparacji w wysokości ponad 6 bilionów złotych, czym na użytek polskiej polityki wewnętrznej chętnie szafuje prawica. To żądanie, którego Niemcy nie są w stanie spełnić i nigdy nie spełnią", podkreślają buńczucznie za Odrą.
Coś jednak, jak zauważają, rozbestwionym zwycięstwem Karola Nawrockiego Polakom, trzeba dać. Dać oczywiście na odczepnego. Poważnie należy rozmawiać o finansowym zadośćuczynieniu - na przykład dla wciąż żyjących polskich ofiar niemieckich represji i terroru w czasie wojny. "Problem w tym, że oczekiwania po polskiej stronie zbyt mocno rozmijają się z tym, co Niemcy są gotowe zaproponować", zauważa bezczelnie niemiecki portal.
No cóż, Niemcy najwyraźniej chcą poczekać aż "problem finansowego zadośćuczynienia" dokonanych przez nich zbrodni rozwiąże biologia. Niech jednak nikt nie mówi, że "nasi przyjaciele" nic nam nie oferują. "W najbliższych dniach Bundestag ma przyjąć wniosek wzywający rząd Niemiec do szybkiego rozpoczęcia prac nad stałym pomnikiem polskich ofiar wojny, który zastąpi tymczasowy głaz postawiony naprzeciwko parlamentu w czerwcu", obwieszcza z dumą dw.com.
To jednak nie wszystko. "Podczas poniedziałkowych konsultacji ma też dojść do przekazania stronie polskiej 73 zabytkowych pergaminów oraz fragmentów średniowiecznej rzeźby, pochodzącej z okolic Gdańska. Być może będzie to zwiastun przyspieszenia procesu zwrotu dóbr kultury zrabowanych w Polsce przez Niemców – to sprawa, która do dziś wywołuje w Polsce dużo negatywnych emocji", czytamy w dw.com.
Nie ma co, wielkoduszne pany! Może przypomną sobie, przy tej okazji, o zrabowanym w czasie wojny najstarszym zapisie pieśni "Gaude Mater Polonia", który znajduje się obecnie w Bibliotece Państwowej w Berlinie, i którego oddania od lat odmawiają.
Źródło: Republika, dw.com
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X
Polecamy Hity w sieci
Wiadomości
Najnowsze
Błaszczak o funduszu SAFE: mamy prawo wiedzieć, na co zostaną wydane nasze pieniądze
Media żydowskie znów uderzają w Polskę? Gdy chcą osłabić Polskę, wraca temat antysemityzmu.
Kaleta do Gramatyki o chamstwie sympatyków rządu 13 grudnia: to trzeba potępić