UE usunęła popleczników Putina z listy sankcji. Sikorski nazywa ich dżentelmenami
Nie cieszymy się z tego, ale to jedyny możliwy kompromis, jaki można było zawrzeć - powiedział PAP wicepremier, szef MSZ Radosław Sikorski komentując usunięcie dwóch rosyjskich oligarchów z czarnej listy UE, zawierającej 3 tys. osób i podmiotów związanych z rosyjską agresją na Ukrainę, na które przedłużono unijne sankcje.
Ocenił, że to nie precedens, który za parę miesięcy mógłby wywołać lawinę, tylko sytuacja wyjątkowa.
Rada UE poinformowała we wtorek wieczorem o przedłużeniu sankcji na 3 tys. osób i podmiotów związanych z rosyjską agresją na Ukrainę na kolejne trzy lata. Oficjalna decyzja zapadła na pięć godzin przed wygaśnięciem obostrzeń. Zgodnie ze źródłami UE z czarnej listy usunięto dwóch oligarchów. Wcześniej irlandzka prezydencja, ogłaszając porozumienie między stolicami, podała, że sankcje na Rosję zostaną przedłużone „bez niektórych osób”.
Chodzi o popleczników rosyjskiego przywódcy Władimira Putina: Aliszera Usmanowa i Michaiła Fridmana. Za Usmanowem ujęła się Francja, wykreślenia obu oligarchów chciała Słowacja. Przedłużenie o trzy lata ma zapobiec w przyszłości takim trudnym dla Wspólnoty pod względem wizerunkowym rozmowom.
Rzeczywiście na wniosek niektórych państw sankcje na tych dwóch gentelmanów nie są przedłużone, ale z drugiej strony mamy przedłużony termin obowiązywania całej reszty sankcji, co oznacza, że to nie jest precedens, który za sześć miesięcy wywoła lawinę, tylko sytuacja wyjątkowa - powiedział Sikorski.
Jesteśmy konfederacją, państwa członkowskie mają suwerenne prawa do określania swoich stanowisk. My się z tego (usunięciu z czarnej listy) nie cieszymy, ale to był jedyny możliwy kompromis, jaki można było zawrzeć - ocenił szef polskiej dyplomacji.
Z kolei minister spraw zagranicznych Ukrainy Andrij Sybiha oświadczył we wtorek, że decyzja o wykreśleniu rosyjskich oligarchów Aliszera Usmanowa i Michaiła Fridmana z listy sankcyjnej jest haniebna i nieuzasadniona, a Rosja osiągnęła swój cel.