Przejdź do treści
NBP Prof. Ryszard Piotrowski, konstytucjonalista z UW: Postawienie Prezesa NBP prof. Adama Glapińskiego przed Trybunałem Stanu może wiązać się z poważnym ryzykiem dla interesów narodowych i finansów państwa.
NBP Prezes NBP prof. Adam Glapiński: Narodowy Bank Polski i ja osobiście, tak jak każdego dnia, będziemy podejmować wszelkie starania na rzecz rozwoju gospodarczego Ojczyzny i pomyślności obywateli
NBP C.D. Prezes NBP prof. Adam Glapiński: Pragnę Państwa uspokoić oraz zapewnić, że bank centralny nie podda się żadnej politycznej presji
Wydarzenie Zapraszamy na kolejne spotkanie w ramach Akademii Wymiaru Sprawiedliwości. We wtorek, 03.11, w miasteczku przed Trybunałem Konstytucyjnym, o godz. 17.30, gościć będą: sędzia dr Adam Jaworski i sędzia Michał Lasota. Prowadzenie: Michał Jelonek
Ważne Zarząd Główny Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich wydał stanowisko w sprawie brutalnej interwencji policji wobec męża dziennikarki Telewizji Republika, Danuty Holeckiej. Szczegóły na portalu tvrepublika.pl
Ważne Wyjątkowa kolekcja 72 bajek Tomasza Sakiewicza w limitowanym wydaniu kolekcjonerskim! Szczegóły pod numerem telefonu: 22 232 37 70
19:28 Norweski minister finansów Jens Stoltenberg ocenił, że największe zagrożenie dla gospodarki to brak pracowników. W poniedziałek w wywiadzie dla „Aftenposten” porównał obecny kryzys do czasów średniowiecznej epidemii „czarnej śmierci”
18:49 Rada Przedsiębiorczości zaapelowała o powstrzymanie eskalacji sporu wokół Trybunału Konstytucyjnego. Niestabilność instytucji osłabia wizerunek Polski jako bezpiecznego miejsca do prowadzenia biznesu - podkreślono w apelu
17:22 Szef KPRP Zbigniew Bogucki poinformował, że Kancelaria dysponuje dwie pełnymi opiniami prawnymi ws. sytuacji związanej z Trybunałem Konstytucyjnym. Według nich, iż „mamy do czynienia z intencjonalnym, brutalnym łamaniem prawa”
16:39 Ambasador Krzysztof Szczerski zwrócił się o skrócenie misji dyplomatycznej przy ONZ
15:46 Węgierski myśliwiec eskortował w poniedziałek samolot pasażerski podczas awaryjnego lądowania w Budapeszcie; załoga otrzymała informację o bombie na pokładzie
15:31 PiS złoży zawiadomienie do prokuratury w związku z podejrzeniem popełnienia przestępstwa ws. „zamachu na konstytucyjny organ” jakim jest TK przez sędziów-uzurpatorów
14:23 Mateusz Morawiecki: Rozwój Plus złoży wniosek o powołanie komisji śledczej ds. zamachu na konstytucyjny organ RP
14:27 Prezes TK Bogdan Święczkowski skierował do komendanta głównego policji pismo, w którym żąda wskazania podstaw prawnych do działań podejmowanych przez policję pod TK, wskazania osób odpowiedzialnych za przygotowanie i realizację tych działań
Portal tvrepublika.pl Informacje z kraju i świata 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. Nie zasypiamy nigdy. Bądź z nami - TVREPUBLIKA.PL
Wydarzenie Klub „Gazety Polskiej” Opoczno oraz Poseł Robert Telus zapraszają na spotkanie z Szefem Kancelarii Prezydenta RP Zbigniewem Boguckim. 4 listopada, godz. 17:30 w sali konferencyjnej Starostwa Powiatowego w Opocznie
Wydarzenie Klub Gazety Polskiej w Braniewie oraz poseł Andrzej Śliwka zapraszają na spotkanie z prof. Sławomirem Cenckiewiczem i red. Michałem Rachoniem 4.11 środa, godz. 18.00, Braniewskie Centrum Kultury, sala widowiskowo-kinowa
Wydarzenie Klub "Gazety Polskiej" Dzierżoniów II zaprasza na "Patriotyczne Śpiewanie". 5 listopada, godz. 18:00. Dzierżoniowski Ośrodek Kultury. Sala "Pegaz" ul. Świdnicka 26, Dzierżoniów
Wydarzenia Klub "Gazety Polskiej" Słupsk oraz poseł Michał Kowalski zapraszają na spotkanie z dr. Oskarem Kidą. 6 listopada, godz. 17:00. Karczma pod Kluką, ul. Kaszubska 22 w Słupsku
Wydarzenia Klub "Gazety Polskiej" Gdynia oraz poseł Michał Kowalski zapraszają na spotkanie z posłami: Agnieszką Soin, Lidią Czechak, Violettą Kulpą oraz Jarosławem Krajewskim 9 listopada, godz. 17:30 w hotelu Antares Gdynia-Grabówek, ul. Komandorska 59
Wydarzenie Klub "Gazety Polskiej" w Zielonej Górze i poseł Jerzy Materna zapraszają na spotkanie z red. Cezarym Gmyzem (TV Republika). Piątek, 6 listopada g. 17.30 Zajazd Pocztowy, przy ul. Jedności 78 w Zielonej Górze
Wydarzenie Klub „Gazety Polskiej” Teresin zaprasza na Mszę św. sprawowaną przez ks. Jarosława Wąsowicza w Bazylice Mniejszej, ul. św. Kolbego 5, Paprotnia/Teresin. 6 listopada, godz. 18:00. Po Mszy Św. odbędzie się spotkanie z ks. Jarosławem Wąsowiczem w Sali Mister
Wydarzenie Klub "Gazety Polskiej" Kielce-Centrum zaprasza na Mszę Świętą w intencji Ojczyzny oraz Prezydenta RP Karola Nawrockiego. 8 listopada, godz. 20:30 w kościele pw. św. Franciszka z Asyżu, ul. Warszawska 33, Kielce
Wydarzenie Klub "Gazety Polskiej" Zgorzelec zaprasza na spotkanie z dr. Markiem Wochem, Bezpartyjni Samorządowcy. 8 listopada, godz. 16:00. Miejski Dom Kultury, ul. Parkowej 1, Zgorzelec
Wydarzenie Klub "Gazety Polskiej" Bytom zaprasza na koncert „Dla Niepodległej” Pawła Piekarczyka. 9 listopada, godz. 16:00 w Auli przy parafii WNMP w Bytomiu. Po koncercie o godz. 18:00 zapraszamy na Mszę Św. za Ojczyznę w Sanktuarium Matki Boskiej Bytomskiej
Wydarzenie Klub "Gazety Polskiej" Lubomierz zaprasza na spotkanie z dr. Markiem Wochem, 9 listopada, godz. 17:00, Lwówek Śląski, Ratusz, Sala mieszczańska
Wydarzenie Klub "Gazety Polskiej" Mrągowo zaprasza na obchody Narodowego Święta Niepodległości 11 listopada, Godz. 10:30 Msza Św. w kościele św. Wojciecha godz. 11:30 Marsz ulicami Mrągowa następnie uroczystości przy pomniku Odzyskania Niepodległości
WYDARZENIE Kluby "Gazety Polskiej" zapraszają do zapisów na wyjazd na 11 listopada do Warszawy i 14 listopada do Częstochowy. Zapisy u Przewodniczących Klubów GP: www.klubygp.pl
Wydarzenie Kluby „GP” zapraszają na pielgrzymkę 14 listopada, godz. 12:00 na Jasną Górę. Podczas Mszy Św. nastąpi Akt Zawierzenia Klubów „Gazety Polskiej” Matce Bożej w Kaplicy Cudownego Obrazu. Mszę Św. odprawi ks. prof. Jarosław Wąsowicz. Jasna Góra, Częstochowa
Wydarzenie Po Mszy Św. na Jasnej Górze 14 listopada Kluby "Gazety Polskiej" zapraszają na spotkanie otwarte m.in. z T. Sakiewiczem, Aula o. A. Kordeckiego, Jasna Góra, Częstochowa

Niezwykłe świadectwo kobiety, która przeżyła atak na World Trade Centre. Była na 82 piętrze!

Źródło: Fot. Flickr

Dzisiaj, kiedy po 5 miesiącach od tragicznych wydarzeń 11 września analizuję wszystkie chwile tego poranka wiem, że każdy moment, każda moja najdrobniejsza decyzja, każdy mój krok nie były przypadkowe. Nieodczuwalna dla mnie wcześniej, Boża siła prowadziła każdym kolejnym moim posunięciem – do życia.

Budzik zadzwonił jak zwykle o 6:30. Jeszcze zaspana spojrzałam przez otwarte okno… Słońce już świeciło. „Zapowiada się piękny dzień, wrzesień to najpiękniejszy miesiąc w Nowym Jorku” – pomyślałam.

Zaplanowałam sobie, że tego dnia w czasie lunchu pójdę na spacer do Bartery Park, pięknie położonego parku nad samą rzeką Hudson, tuż przy wieżowcach World Trade Center. Lubiłam tam spędzać moją przerwę na lunch.

Przed samym wyjściem z domu nie mogłam się zdecydować, które buty mam włożyć. Już właściwie zaczęłam nakładać bardzo wysokie i niezbyt wygodne szpilki, lecz mój wzrok padł na płaskie brązowe klapki z miękkiej skórki, które niedawno kupiłam. „Te klapki są wygodniejsze i też będą mi pasowały do brązowych spodni.”

W ostatniej chwili zmieniłam obuwie.

(...) 

Moje biurko stało przy samym oknie, z którego widok aż zapierał dech w piersiach – Rzeka Wschodnia poprzecinana wieloma mostami; uwielbiałam zimową porą patrzeć na światła tych mostów.

Spojrzałam na zegarek, była 7:30. Odsłoniłam żaluzje i stanęłam przy oknie, aby popatrzeć na panoramę Nowego Jorku. Robiłam to codziennie. W tym dniu pogoda była wyjątkowo piękna i widoczność rozciągała się na całe miasto. Widziałam nawet w oddali taflę oceanu i wschodzące słońce.

(...)

Pierwsza godzina pracy zleciała nam w skupieniu i nagle tę wielką ciszę zakłócił niesamowity, potężny huk. Huk ten połączony był z niesłychanym, dojmującym syczeniem, jakby potwornego wiatru. W tym samym momencie nasza wieża zaczęła się silnie przechylać w jedną, później powoli w drugą stronę, tak jakby chciała uzyskać równowagę, i w końcu stanęła w pionowej pozycji.

Wszyscy, nie wiedząc, co się dzieje, wyskoczyliśmy zza biurek w przerażeniu. Zauważyłam, że wysokie regały z biurowej biblioteki zaczynają się przechylać, a książki spadać (na szczęście ciężkie metalowe regały były przymocowane do sufitu i nikogo nie przygniotły). Pomyślałam w tej sekundzie, że to jest trzęsienie ziemi. Wiedziałam, że te budynki nigdy się nie zawalą, przy najwyższej nawet sile wstrząsów sejsmicznych…

Tak nam mówił nasz profesor w czasie studiów na Uniwersytecie Nowojorskim. Pamiętam do dzisiaj jego słowa, że mocne trzęsienie ziemi może zawalić wszystkie domy na Manhattanie, ale dwie wieże World Trade Center, nie przewrócą się, bo mają mocną, antysejsmiczną konstrukcję.

Oczywiście ani mój profesor, ani nikt inny nie przypuszczał, że te niezwykle silne słupy stalowe, które trzymały konstrukcje w obu wieżach, można jeszcze stopić przy bardzo wysokiej temperaturze i wówczas budynki te się zawalą.

Nigdy w życiu nie przeżyłam trzęsienia ziemi i nie miałam pojęcia, co się w takim momencie robi. Kiedyś kolega, Filipińczyk, mówił mi, że trzeba się położyć na podłodze i czekać aż wszystko minie. Byłam w tak wielkim szoku, że w ogóle nie potrafiłam myśleć logicznie. Nagle usłyszałam bardzo głośny krzyk Tony’ego, naszego kierownika: „Uciekać natychmiast! Uciekać! Uciekaaać!… Natychmiast!”

Chwyciłam z krzesła torebkę i zaczęłam biec w stronę drzwi wyjściowych. W holu był już czarny gęsty dym. Pamiętam, że przez ułamek sekundy chciałam się nawet cofnąć, bałam się wchodzić w ten gęsty dym, ale Tony uparcie pokazywał palcem w stronę schodów przeciwpożarowych. Biegłam więc dalej za moimi kolegami, w stronę schodów, gdzie nie było jeszcze dymu. Przeciwpożarowe klatki schodowe były obudowane specjalnym betonowym materiałem i nie miały żadnych okien.

Biegliśmy, biegliśmy tak szybko, jak to tylko było możliwe. Światło na klatce schodowej na szczęście nie zgasło. Moja intuicja mówiła mi, że jesteśmy w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Biegnąc, zaczęłam się modlić. Wzywałam Ducha Świętego, aby dał mi siłę i spokój wewnętrzny. Pomyślałam wtedy, że tu już tylko Pan Bóg może nas uratować… Człowiek nic już tu nie zrobi… Przez moment czułam, że poddaję się… Powiedziałam sobie wtedy w duchu, że jeżeli wolą Bożą jest, abym teraz skończyła moje życie, to muszę to przyjąć. Biegłam jednak dalej i tak biegnąc, oddawałam tę ucieczkę w ręce Boga, prosząc Go, aby był z nami wszystkimi w czasie tej ewakuacji i ewentualnej śmierci.

Nagle zauważyłam, że zaczyna mnie ogarniać jakiś dziwny spokój wewnętrzny. Tak jakby jakiś głos mi mówił: „Nie bój się, wyjdziesz z tego”.

Czułam, że to nie tylko ja się modlę, ale prawie wszyscy, którzy tutaj tak biegniemy. Zaczęłam uspokajać płaczące kobiety. Szczególnie utkwiła mi w pamięci jedna z nich – młoda, ubrana w mundur służby bezpieczeństwa. Znałam ją z widzenia, bo często stała na piętrze i pilnowała porządku. Teraz biegła ze mną po schodach. Cała się trzęsła i płakała. Zauważyłam, że jej granatowy mundur jest grubo pokryty jakimś szarym kurzem. Zapytałam, co jej się stało, że jest taka zakurzona. Nic nie odpowiedziała, tylko płakała i bardzo się trzęsła. (Dzisiaj wiem, że nie wolno jej było przekazywać ludziom żadnych informacji, aby w panice nie utrudnić ewakuacji. Ona miała w ręce krótkofalówkę i wiedziała już dokładnie, co się stało i w jakim jesteśmy niebezpieczeństwie.) Żal mi się jej zrobiło i zaczęłam prosić Boga, aby ją też miał w szczególnej opiece. Zauważyłam, że na schodach jest stosunkowo mało ludzi, tak jakby jeszcze nie powychodzili z pięter pod nami. Zastanawiałam się nawet, dlaczego oni nie wychodzą.

(...)

W związku z tym, że wtedy, gdy zbiegaliśmy schody były prawie puste, w ciągu 18 minut znalazłam się na 44 piętrze. Wiem dokładnie, że tyle czasu to trwało, bo kiedy byłam w holu na tym właśnie piętrze, usłyszałam drugi huk. Naszym wieżowcem ponownie zatrzęsło. Nie miałam pojęcia, co się znów stało. Spojrzeliśmy na siebie przerażeni. Ktoś powiedział, że chyba piorun uderzył w naszą wieżę, co chyba nam wszystkim wydało się nielogiczne, gdyż pamiętaliśmy przepiękny słoneczny poranek.

Tu, na 44 piętrze, były już tłumy ludzi i służby porządkowe kierowały nas na drugi ciąg schodów – na naszych był już silnie duszący dym. Przesuwając się – nie można już było biec, tak nas było dużo – do drugiej klatki schodowej na 44 piętrze, tuż obok okien zewnętrznych, zauważyłam za oknem spadające dziwne kawałki rożnych przedmiotów i mnóstwo kartek papieru lecących w dół. „Skąd to wszystko leci, co się stało?” – pomyślałam.

W holu zobaczyłam kilka osób z mojego biura. Byłam szczęśliwa, że są tu ze mną. Nikt z nas będących w środku budynku, nie wiedział (z wyjątkiem służby bezpieczeństwa), że to zamach terrorystyczny. Od 44 piętra nasze schodzenie w dół stało się już bardzo powolne, bo doszło dużo ludzi z niższych pięter.

(...)

Kiedy znaleźliśmy się na wysokości 20 piętra, otrzymaliśmy nakaz od służb porządkowych, aby ustawić się w rzędzie, jeden za drugim i zostawić jedną stronę schodów wolną dla strażaków wchodzących do góry. Schody miały około metra szerokości, więc było dość wąsko. Jednak wszyscy posłusznie ustawiliśmy się i tak już schodziliśmy do samego dołu.

Teraz patrzyłam na strażaków wchodzących do góry. Ich widok pozwalał mi myśleć, że jesteśmy już bezpieczni, bo w przeciwnym razie nikt nie wysyłałby tych ludzi na górę. Pamiętam ich twarze. Ubrani byli w ciężkie kombinezony, na plecach mieli butle tlenowe, pot lał im się z czoła. Było mi żal, że muszą iść tam, na górę. (Szli na śmierć, żaden z nich nie wyszedł już na zewnątrz.)

Od piątego piętra w dół na schodach było dużo wody i szkła. Wreszcie dotarliśmy do parteru. Nasza ewakuacja na samym dole przebiegała wzdłuż pasażu podziemnego. Był to piękny pasaż, bardzo elegancki, z wieloma atrakcyjnymi sklepami i restauracjami. Kiedy teraz zobaczyłam to miejsce, przeraziłam się. Wszystko było poniszczone, opustoszałe, drzwi popalone, powybijane szyby. Wzdłuż pasażu z sufitu leciała woda, bo włączył się automatyczny system przeciwpożarowy.

(...) 

Wyszłam w końcu na zewnątrz, na Church Street. Stały tu tłumy ludzi, gapiów, którzy nie mieli nic wspólnego z World Trade Center. Przyszli po prostu popatrzeć na to, co się stało. Przeszłam na drugą stronę ulicy, wtedy dopiero odwróciłam się i spojrzałam do góry.

Obie wieże stały w ogniu. Jak ten pożar przedostał się do drugiego budynku?… Moje piętro było już dawno spalone.

„Boże, czy to możliwe?” – powiedziałam głośno do siebie.

W tym samym momencie jakiś głos wewnętrzny powiedział mi:

„Uciekaj stąd jak najdalej!”

Popatrzyłam przerażona na te tłumy ludzi z aparatami fotograficznymi i kamerami.

„Dlaczego oni wszyscy tutaj stoją pod tymi płonącymi budynkami?”

Zaczęłam momentalnie uciekać – tak szybko jak mogłam – w stronę mostu Brooklyńskiego. Cała ulica wypełniona była ludźmi patrzącymi w stronę wież World Trade Center. Nagle mój wzrok zatrzymał się na budkach telefonicznych, stojących na rogu po drugiej stronie ulicy.

„Może stąd od razu zadzwonię?”

Już kierowałam się na drugą stronę ulicy, ale jakaś dziwna siła odciągnęła mnie od tego zamiaru, mówiąc mi:

„Nie! Tu się nie zatrzymuj! Tu jest niebezpiecznie!”

Posłuchałam tego niezwykłego głosu i pobiegłam dalej. Po kilku minutach znalazłam się już przy samym moście i wtedy odwróciłam się po raz drugi. To był ten właśnie moment, kiedy pierwsza z wież zaczęła się walić. Potworne kłęby kurzu i lecące na wielką odległość niesamowite ilości gruzu…

Gdybym się zatrzymała przy telefonie, to gruz zasypałby mnie zupełnie. Tutaj nic do mnie nie dolatywało, nawet najmniejszy z odłamków. Na ulicach rozległ się przerażający krzyk ludzi.

„ To niemożliwe!” – krzyczałam.

Myśli mi się plątały…

„To niemożliwe, aby World Trade Center się zawalił! To sen?”…

Nie wierzyłam własnym oczom. I do dzisiaj chwilami nie mogę uwierzyć w to, co się wtedy stało.

(...)

Zaczęłam przedostawać się przez most w stronę Brooklynu. Bałam się już patrzeć w stronę World Trade Center. Miałam nadzieję, że przynajmniej moja wieża się nie zawali… Nie chciałam patrzeć na jej „śmierć”. Chciałam uciekać jak najdalej z tego miejsca.

Na moście ogarnął mnie lęk, że terroryści mogą również wysadzić w powietrze mosty. Płacząc przedostałam się na drugą stronę Rzeki Wschodniej. Tu, na Brooklynie, policja kierowała ludźmi. Dawała wskazówki, w którą stronę iść. Żadne środki komunikacji miejskiej nie działały.

(...) 

Do domu szłam wolno, przez kilka godzin. Myślałam o całym wydarzeniu, o ludziach zaginionych, o ich rodzinach, o dzieciach, które zostały bez rodziców. Dlaczego?…

Na dworze było bardzo gorąco i mimo, że wyszłam z budynków cała mokra, to wszystkie rzeczy zdążyły już na mnie wyschnąć. Ze mną szli inni z Manhattanu. Każdy wolno i z wielkim smutkiem na twarzy. Zauważyłam, że niektórzy właściciele sklepików i restauracji przy 5 Avenue zamykali swoje sklepy. To wprawiło mnie w nastrój jeszcze większego lęku. W Nowym Jorku nikt w ciągu dnia nigdy nie zamyka swojego biznesu.

„Czyżby całe miasto było zagrożone następnymi atakami?” – myślałam ze strachem.

Kupiłam po drodze butelkę wody i idąc dalej piłam powoli łyk po łyku, aby przepłukać w gardle kurz i dym. Mieszkańcy Brooklynu wychodzili przed swoje domy i pytali nas, przechodzących, czy czegoś nie potrzebujemy. Kobieta (Murzynka) ze swoją córeczką (może sześcioletnią) stała na chodniku i rozdawała nam papierowe ręczniki.

„Na świecie jest dużo dobrych ludzi” – pomyślałam ze wzruszeniem.

Cały czas myślałam o tym, że muszę w jakiś sposób zawiadomić męża i syna o tym, że żyję. Byłam pewna, że w Polsce moja mama i siostra bardzo się o mnie martwią – na pewno już wiedzą o tej tragedii. Próbowałam po drodze dzwonić do męża do pracy, ale telefony nadal nie działały.

Dopiero kiedy znalazłam się w pewnej odległości od Manhattanu, dodzwoniłam się do męża. Podniósł słuchawkę jego szef. Kiedy usłyszał mój głos, zaczął wrzeszczeć na całe biuro:

„Ona żyje! Marek, ona żyje!”

Po chwili usłyszałam w słuchawce głos płaczącego Marka. Ja też płakałam. Poprosiłam go tylko, żeby natychmiast zadzwonił do Michała, naszego syna, i do Polski. Rozmawialiśmy krótko. Dowiedział się najważniejszego, tego, że żyję.

Czekał na ten telefon 4 godziny. Później powiedział mi, że były to najdłuższe 4 godziny jego życia. Po tym telefonie wracałam już do domu spokojniejsza. Dotarłam tu krótko przed godziną 15:00. W drzwiach stał już Michał. Czekał na mnie, wiedział już od Marka, że idę pieszo do domu. Rzucił się w moje ramiona i obydwoje zapłakaliśmy.

(...)

Dzisiaj, kiedy po 5 miesiącach od tragicznych wydarzeń 11 września analizuję wszystkie chwile tego poranka wiem, że każdy moment, każda moja najdrobniejsza decyzja, każdy mój krok nie były przypadkowe. Nieodczuwalna dla mnie wcześniej, Boża siła prowadziła każdym kolejnym moim posunięciem – do życia.

Nigdy wcześniej nie doświadczyłam tak silnego dotknięcia Boga. Wiem, że jakkolwiek to opiszę, nie oddam na papierze tego, co naprawdę czułam w czasie mojej ucieczki z 82 piętra. Żadne słowa nie oddadzą moich przeżyć.

Wiem, jak wiele bliskich mi osób: moja rodzina, przyjaciele, Siostry Niepokalanki, które wiedziały, że ja tam pracuję – wszyscy wspierali mnie żarliwą modlitwą w każdej sekundzie mojej ucieczki. Wyraźnie czułam te modlitwy.

To prawda, że wiara przenosi góry. Wiara jest nieodłączną częścią modlitwy, modlitwy w każdym jej wymiarze. To doświadczenie umocniło ogromnie moją wiarę. Chciałabym dzisiaj poprzez to świadectwo podziękować każdej osobie, która w tych trudnych chwilach była myślami ze mną i wspierała mnie modlitwą. Dziękuję z całego serca i polecam każdą z tych osób opiece Bożej!

CAŁE ŚWIADECTWO CZYTAJ  NA STRONIE "MIŁUJCIE SIĘ!" 

milujciesie.org.pl