Spec od stewaredss uczy Amerykanów co buduje szacunek
Gdy prezydent Karol Nawrocki w Nowym Jorku domyka sprawę stałej bazy amerykańskiej w Polsce, wicepremier i szef MSZ Radosław Sikorski tłumaczy dziennikarzom, że nazwa Fort Trump to „demonstrowanie uniżoności”. Stany Zjednoczone są najpotężniejszym — a w praktyce jedynym — sojusznikiem zdolnym odstraszyć Rosję. Wojna toczy się za wschodnią granicą. Szefowi polskiej dyplomacji nie podoba się szyld.
Nawrocki w wywiadzie dla Bloomberga powiedział wprost: jeśli stała baza USA powstanie, będzie się nazywać Fort Trump. Dodał, że po deklaracji Donalda Trumpa to „tylko kwestia czasu”, a sam prezydent USA mógłby otworzyć obiekt jeszcze przed końcem kadencji w 2029 roku. We wtorek na przyjęciu ONZ-owskim rozmawiał z Trumpem o konkretach: stałej obecności wojsk USA. Marcin Przydacz ocenił, że decyzja polityczna jest wypracowana, a teraz rząd i wojsko mają znaleźć lokalizację i zamienić deklarację w infrastrukturę.
Sikorski uznał, że proponowanie nazwy Fort Trump to uniżoność i polityczne ryzyko.
Wiem, że to w Stanach taka się przyjęła maniera, ale to nie buduje szacunku — stwierdził.
Zamiast Trumpa wolałby Pułaskiego, Kościuszkę albo Ronalda Reagana. Argument: zanim baza ruszy, Kongres musi dać pieniądze, a Izbę mogą przejąć Demokraci.
To jest właśnie ten moment, w którym widać, czemu taki styl dyskwalifikuje Sikorskiego jako szefa dyplomacji w czasie wojny. Polska nie wybiera sojusznika z katalogu. Amerykanie albo zostają na wschodniej flance na stałe, albo zostajemy z rotacją, obietnicami Brukseli i rosyjskimi dronami nad własnym niebem. Nazwa bazy nie odstrasza rakiet. Obecność żołnierzy USA — tak. Prezydent rozmawia z Trumpem o bazie. Szef MSZ rozmawia z mikrofonami o tym, czy szyld nie wyjdzie zbyt służalczy.
Ryzyko kongresowe istnieje. Tyle że Sikorski sam je powiększa. Jeśli w Waszyngtonie ktoś z Demokratów szuka pretekstu, by chłodzić projekt, cytat polskiego ministra o „uniżoności” wobec urzędującego prezydenta USA jest prezentem. Sojusznik słyszy nie „dziękujemy i budujemy”, tylko lekcję dobrych manier od kraju, który o tę bazę zabiega od lat.
To nie pierwszy taki ton obozu Tuska. W 2023 roku, jeszcze przed powrotem Trumpa do Białego Domu, premier mówił o „niepodlegających dyskusji” powiązaniach Trumpa z rosyjskimi służbami i o tym, że amerykański wywiad „nie wyklucza” werbunku sprzed trzech dekad. Potem, gdy Trump wygrał, Tusk zaprzeczał, że sugerował agenturalność — mimo nagrania. Teraz ten sam układ władzy ma przekonać Waszyngton, że Polska jest partnerem godnym zaufania, a Sikorski publicznie poprawia prezydenta RP w sprawie nazwy fortu.
Fort Trump to gest wobec człowieka, od którego zależy, czy w Polsce stanie stały garnizon US Army. Można to nazywać kurtuazją, transakcją albo polityką. Uniżonością jest coś innego: lekceważenie sojuszu w chwili, gdy Rosja może uderzyć nie „kiedyś”, tylko przy następnym błędzie, sabotażu albo salwie. Sikorski ma prawo lubić Reagana. Nie ma prawa udawać, że nazwa bazy jest dziś większym problemem niż pusta flanka.
Źródło: Republika
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X
Najnowsze
Kaczyński komentuje atak Tuska na Plakwicz i Matczuka: ta władza boi się ludzi odważnych
Ed Sheeran traci fanów. Wszystko przez aferę wokół Palestyny
Prezydent Nawrocki w ONZ mocno przeciw rosyjskiemu imperializmowi: „To siła prawa powinna decydować, a nie prawo siły”