Zastrzelił się na oczach córek. Żona do końca walczyła
Irina Moldovan opowiedziała, jak 28 września na podwórku przy domu w Orhei zginął jej mąż, sędzia Gheorghe Moldovan. Według niej przyszedł z kwiatami, choć nie powinien tam być, rozmawiał z dziećmi, a chwilę później odebrał sobie życie na ich oczach. Twierdzi, że do ostatniej sekundy próbowała go powstrzymać. Wcześniej Moldovan opublikował film, w którym winą za swoją decyzję obarczył żonę.
Irina Moldovan, żona mołdawskiego arbitra Gheorghe Moldovana, opisała ostatnie minuty 28 września, dnia, w którym mężczyzna odebrał sobie życie na podwórku domu w Orhei, w obecności jej i ich dzieci. Relację przytacza portal Unimedia. Kobieta mówi, że do końca próbowała nie dopuścić do tego co zrobił.
Z jej słów wynika, że Moldovan wszedł na podwórko, choć nie miał tam prawa przebywać. Przyniósł dwa bukiety kwiatów. Ojciec Iriny zobaczył go pierwszy i, jak opowiada córka, pomyślał, że mężczyzna może przyszedł przeprosić i się pogodzić. Moldovan przywitał się i odszedł. Teść nic mu nie powiedział.
Potem na spotkanie wyszły dzieci.
Weszłam i ja. Absolutnie nic nie wskazywało, co się stanie. Uśmiechałam się, rozmawiałam z nim. Dał mi kwiaty, a ja zapytałam: z jakiej okazji? Odpowiedział: dla ciebie — relacjonuje Irina Moldovan.
Mówi, że następnie oddał telefon ich córce. Ona wzięła to za żart i zapytała, czy chce kupić nowszy model. Zwróciła też uwagę na koszulkę z napisem: „rozwód zabija, kobieta zabija”. Spytała, czy wybiera się na jakiś wiec.
Chwilę później, gdy chciała wrócić do domu po torebkę albo telefon, miał krzyknąć „stój”. Gdy się odwróciła, zobaczyła, że wyjmuje broń, którą miał przy pasku. Twierdzi, że rzuciła się na niego, by go powstrzymać, i że są nagrania, które to potwierdzają.
Postawiłam własne życie na szali. Do ostatniej sekundy starałam się, żeby tego nie zrobił — mówi.
Według jej relacji w trakcie szarpaniny oddał dwa strzały w samochód, co odczytała jako próbę przestraszenia jej. Broń miała mu odsunąć od głowy, on jednak przyłożył ją ponownie. Gdy, jak mówi, stracił nad sytuacją kontrolę, postrzelił się. Była w szoku. Córki stały na progu i patrzyły. Pobiegła dzwonić na 112, licząc, że każda sekunda ma znaczenie.
Dzieci podeszły do ojca i płakały. Ojciec Iriny zabrał je do domu. Przyjechała karetka. Ratownicy stwierdzili zgon.
Zaprzeczałam sama sobie, że to prawda. Nie mogłam tego przyjąć — kończy Irina Moldovan.
Przed śmiercią Gheorghe Moldovan opublikował w mediach społecznościowych film, który sam nazwał ostatnim. Stwierdził w nim, że do tej decyzji doprowadziła go żona, Irina Vasilcan, dawniej Moldovan. Mówił, że od roku słyszał od niej słowa w rodzaju: „chcę, żebyś umarł, chcę się ciebie pozbyć, chcę, żebyś zniknął z mojego życia”, oraz że gdyby mogła, wsadziłaby go do więzienia, a po jego śmierci czułaby się lepiej. Twierdził, że mówił o tym rodzicom i teściom.
W nagraniu powiedział też, że skoro nie potrafił dać jej szczęścia swoją obecnością, zrobi to swoją nieobecnością, bo ją kocha. To jednostronny przekaz zmarłego. Żona w swojej relacji temu nie odpowiada wprost. Podkreśla, że nie chciała jego śmierci i próbowała go powstrzymać.