Burza wokół Łatwoganga. Tak tłumaczy się z kontrowersyjnego ogłoszenia o pracę
Łatwogang wywołał burzę ogłoszeniem o pracę. Internauci krytykowali wymagania i umowę-zlecenie. Teraz influencer odpowiedział na zarzuty w wiadomości do Gimpera. Przy okazji zdradził, jak wynagradza swoich współpracowników.
Łatwogang, czyli Piotrek Garkowski, ponownie znalazł się w centrum zainteresowania. Tym razem za sprawą ogłoszenia o poszukiwaniu asystenta, które pojawiło się na portalu Pracuj.pl. Wśród wymagań znalazła się m.in. pełna dyspozycyjność, także w weekendy. Kontrowersje wzbudziła również umowa-zlecenie i brak informacji o wynagrodzeniu.
Influencer postanowił odnieść się do krytyki w wiadomości do Gimpera, odczytanej w podcaście „Zgrzyt”. Wyjaśnił, że ogłoszenie przygotowywała jego mama, która mogła nieco przesadzić z wymaganiami. Podkreślił też, że nieregularny charakter jego pracy nie pozwala na ustalenie stałego grafiku.
– Ja nie mam twardego grafiku, więc dla mnie pracowanie z UOP jest bez sensu. W jeden dzień taka osoba pracuje 8h, czasem w inny 3h, a czasem w ogóle – tłumaczył Łatwogang.
Twórca odniósł się także do zarzutów o niekorzystne warunki współpracy. Zapewnił, że zależy mu na komforcie zatrudnionych osób i możliwości dopasowania obowiązków do ich prywatnych planów.
– Jeżeli chodzi o pieniądze, to płacę serio bardzo dobrze i zależy mi, że jak z kimś działam, żeby dobrze mu się żyło, a nie żeby go wykorzystać – zapewnił.
Łatwogang stanowczo zaznaczył również, że jego zdaniem krytyka opiera się bardziej na domysłach niż rzeczywistych faktach. Mimo zapewnień influencera internauci nie poznali jednak konkretnej kwoty, jaką otrzymuje jego asystent.
Źródło: Republika, Zgrzyt
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X