Siostra nożownika: Zapowiadał, że spali kościół i kogoś zadźga
19-letnia siostra Wiktora S., który w czwartek rano zabił 37-letnią woźną w szkole podstawowej w Leszczydole-Nowinach, mówi, że brat wcześniej zapowiadał, iż chciałby spalić kościół i kogoś w nim zadźgać. Rodzina brała to za głupie gadanie. Dzień przed atakiem oglądali razem film. Rano chłopak kłócił się, że nie chce iść do technikum, wyszedł z domu zdenerwowany i zabrał kask z uchwytem na kamerę.
Do ataku doszło około godziny 9.00. 15-letni absolwent placówki wszedł do Szkoły Podstawowej im. Jana Pawła II i nożem zaatakował woźną. Kobieta zmarła. Napastnika obezwładnili dyrektor i nauczycielka. Oboje zostali ranni. Wiktor S. szkołę w Leszczydole ukończył w czerwcu. Od września uczył się w technikum w Wyszkowie.
Siostra, do której dotarł „Fakt”, nie zostawia wątpliwości, że zapowiedzi padały wcześniej i nikt ich nie potraktował serio.
Czasami gadał, że chciałby spalić kościół i kogoś w nim zadźgać. Nikt nie brał tych słów na poważnie, ponieważ myśleliśmy, że to takie głupie gadanie dla żartów — powiedziała.
Dodała, że jest w szoku.
Nie wiem, co mu odbiło.
Z jej relacji wynika, że kontakt z bratem był dobry jeszcze poprzedniego dnia.
Wczoraj oglądaliśmy razem film. Pamiętam, że śmialiśmy się i gadaliśmy o głupotach. Nic nie wskazywało, że ma zamiar coś zrobić.
Czwartek wyglądał inaczej.
W czwartek rano znowu kłócił się, że nie chce iść do szkoły.
Według siostry prosił matkę o dzień wolny i obiecywał, że potem będzie chodził regularnie. Matka się nie zgodziła. Chłopak wyszedł zdenerwowany. Z domu zabrał kask z uchwytem na kamerę.
Dziewczyna mówi też o domu.
Tata był porywczy. Kiedyś, jak byliśmy mali i niegrzeczni, to nas trochę lał.
Zaznacza, że w ostatnim czasie do takich aktów przemocy nie dochodziło. Przyznaje jednak, że awantury zdarzały się dość często, a rodzina miała założoną Niebieską Kartę. Pod Wyszków S. sprowadzili się osiem lat temu. Sąsiedzi, na których powołuje się „Fakt”, mówią, że raczej trzymali się na uboczu i nie utrzymywali z nikim kontaktu.
Siostra sugeruje, że zamordowana woźna mogła być przypadkową ofiarą. Nie podaje jednak, kogo brat miał faktycznie szukać, ani czy w ogóle miał konkretny cel poza szkołą, do której rano nie chciał iść.
Zostaje sekwencja, którą sama opisuje: wcześniejsze gadanie o zadźganiu, uznane za żart, zwykły wieczór przy filmie, poranna kłótnia o szkołę, odmowa wolnego dnia i wyjście z kaskiem pod kamerę. Kilkadziesiąt minut później w budynku, który Wiktor S. opuścił jako uczeń w czerwcu, nie żyła 37-letnia pracownica.
Źródło: Republika/Do Rzeczy/Fakt
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X