Ministerstwo jak nocny klub rozrywki. Próbowali tam wejść
Władysław Serafin stanął wieczorem przed Ministerstwem Rolnictwa i Rozwoju Wsi i nie zostawił wątpliwości: w gmachu użyteczności publicznej trwała zamknięta impreza, do której rolnicy nie mieli wstępu. Zdaniem prezesa Krajowego Związku Rolników, Kółek i Organizacji Rolniczych wyglądało to „jak klub nocny” albo „agencja towarzyska”, a wyjaśnienie o promocji polskich produktów uznał za kompromitację. Dziennikarze Telewizji Republika – Mateusz Łoń i Aleksander Wierzejski – sprawdzili, co po godzinach dzieje się w resorcie.
Przed budynkiem ministerstwa paliły się świece, gromadzili się zaproszeni goście, a drzwi były zablokowane. Serafin relacjonował na nagraniu
Wieczór Ministerstwo Rolnictwa, otwarty klub nocny, proszę bardzo, palą się świeczki. Można wejść? Zamknięta impreza? Co to za impreza jest? Ministerstwo Rolnictwa? Komu rozum odebrało? - dopytywał Serafin.
I dalej, wskazując na gmach:
Zobaczcie Państwo, gmach publiczny, dokumenty, nam tu rolnikom nie wolno wejść, a tu jak klub nocny, kawiarnia, proszę bardzo. Tłumy ludzi, specjalne zaproszenia. Chyba Stefanowi Krajskiemu, ministrowi odobrało resztki rozumu.
Serafina nie wpuszczono, bo nie miał biletu ani przepustki.
No nie chcą wpuścić tutaj, bo nie mam biletu, ale zobaczcie Państwo, impreza trwa w najlepsze, przed Ministerstwem Rolnictwa, palą się jak przed Agencją Towarzyską. Niech Pan nie zamyka, ja i tak nie wejdę, bo nie mam przepustki.
Serafin pytał wprost, czym jest to wydarzenie:
Zobaczcie Państwo, palą się płomyki, nie wiem czy to klub nocny, czy Agencja Towarzyska, ale wydaje mi się, że to jest Ministerstwo Rolnictwa, gdzie my nie mamy wstępu. O, idzie dyrektor. Panie dyrektorze, co jest? Agencja Towarzyska, czy co to jest tutaj?
Według jego relacji dyrektor gabinetu politycznego powiedział, że to promocja polskich produktów.
Kiedy ja się tam zjawiłem - relacjonował dziennikarzom Republiki telefonicznie Serafin - to wyszedł do mnie dyrektor gabinetu politycznego i powiedział, że to jest promocja polskich produktów. To jest w ogóle jakaś totalna kompromitacja.
W toku rozmowy z dziennikarzami Republiki Serafin zaostrzył ocenę:
Jeżeli produktem polskim są nocne pokazy mody, no to ja współczuję. Ale tak na poważnie, proszę Państwa, jest to gmach użyteczności publicznej. (…) Ministerstwo Rolnictwa nie mogło udostępniać, ale na inne cele związane z rolnictwem, konferencjami, pokazami produktów, promocją, innymi rzeczami. Ale na miłość boską, hulanki, swawole, całe piętra pozajmowane, a gdzie bezpieczeństwo dokumentów, gdzie bezpieczeństwo budynków? Przecież tam nikt nie jest kontrolowany. Może umieścić gdziekolwiek ładunki wybuchowe…
Dziennikarze Republiki zestawiają to z sytuacją na wsi: zamiast pracy nad kryzysem, suszą i cenami nawozów – zamknięta impreza modowa.
Drzwi zablokowano, a Polska wieś została zostawiona sama sobie.
Serafin podkreślał kontrast: rolnicy nie wchodzą do własnego resortu, a w środku trwa zabawa na zaproszenia. Komentarz o promocji polskiej marki uznał za niewiarygodny. W jego ocenie gmach publiczny nie powinien zamieniać się po godzinach w miejsce „hulanki i swawoli”, zwłaszcza gdy na stole leżą problemy produkcji, kosztów i bezpieczeństwa dokumentów.
Źródło: Republika
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X