Miał być szefem BBN u Trzaskowskiego, ale ten przegrał wybory. Jacek Siewiera dostał teraz posadę u von der Leyen
Zdążyliśmy już o nim zapomnieć, ale właśnie o sobie przypomniał. Jacek Siewiera, były szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego za prezydentury Andrzeja Dudy, właśnie z dumą potwierdził, że został członkiem grupy doradczej przewodniczącej KE Ursuli von der Leyen ds. Gotowości Europejskiej i Katastrof. "Lizał, lizał i wylizał...", podsumował nominację jeden z internautów, komentując drogę polityczną Siewiery, za którego kadencji w BBN policja Kierwińskiego wdarła się, pod nieobecność gospodarza, do Pałacu Prezydenckiego, by aresztować znajdujących się tam posłów Macieja Wąsika i Mariusza Kamińskiego. Skandaliczne wydarzenie miało miejsce 9 stycznia 2024 roku. Choć Siewiera zrezygnował ze stanowiska szefa BBN rok później, wiele środowisk obarcza go odpowiedzialnością za - najłagodniej mówiąc - brak należytej reakcji na najście.
Tajemnicą poliszynela jest, że po najeździe na Pałac Prezydencki relacje prezydenta Andrzeja Dudy z Siewierą uległy poważnemu ochłodzeniu, by nie powiedzieć - zerwaniu. Prezydent miał całkowicie stracić zaufanie do szefa BBN. Mimo tego Siewiera pożegnał się ze stanowiskiem dopiero w lutym 2025 roku, a Andrzej Duda nie dementował podanego miesiąc wcześniej przez Siewierę oficjalnego powodu jego odejścia, jakim miały być "prywatne plany", a konkretnie - chęć udziału w stypendium na Uniwersytecie Oksfordzkim.
W takie tłumaczenia mógł wówczas uwierzyć zresztą tylko ktoś bardzo naiwny. Niedługo potem, w maju 2025 roku, okazało się bowiem że oksfordzkie stypendium (to miasto ma zresztą wątpliwe szczęście do Polaków - by wspomnieć Radka Sikorskiego i literackiego Nikodema Dyzmę) uniemożliwiło, co prawda pracę Siewiery w BBN, ale nie było przeszkodą do dołączenia Siewiery, jako doradcy społecznego ds. obronności, do zespołu niedoszłego (jak się wkrótce okazało) prezydenta Polski Rafała Trzaskowskiego.
Jeszcze wcześniej Siewiera zadeklarował chęć powrotu na stanowisko szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego po zwycięstwie Trzaskowskiego. "Jeśli prezydent Rafał Trzaskowski zwróci się o pomoc, to jestem do dyspozycji. Tego wymaga racja stanu", powiedział. Niestety, przynajmniej dla Siewiery, "dwugodzinny prezydent" nie zdążył, podpisać jego nominacji.
Co za pech, chciałoby się powiedzieć, gdyż nagroda Jackowi Siewierze z pewnością się należała, choćby za postawę zaprezentowaną w czasie najścia na Pałac Prezydencki i dni następnych. Wkrótce po tym skandalicznym wydarzeniu Siewiera udzielił wywiad Polskiej Agencji Prasowej, w którym komentując sprawę stwierdził, iż "rozkazy dowódców Służby Ochrony Państwa, policji, były wykonywane zgodnie z zasadami użycia funkcjonariuszy - jako narzędzia". Ówczesny szef prezydenckiego BBN dodał także, że od momentu wydania postanowienia sądu o doprowadzeniu skazanych - posłów Wąsika i Kamińskiego - do zakładu penitencjarnego procedura odbyła się prawidłowo i "była realizowana w sposób spokojny, merytoryczny". Siewiera ocenił też, że formalnie sama procedura zatrzymania była wykonana w sposób "legalny ze wszystkich stron".
W późniejszej wypowiedzi - dla portalu wPolityce - Siewiera, najwyraźniej przestraszony swoją wcześniejszą otwartością (co w sercu to i na języku?), był już bardziej umiarkowany. Przyznał, że polecenie aresztowania Wąsika i Kamińskiego "opierało się postanowieniu sądu, sprzecznym z prezydenckim aktem łaski i w tym sensie było ono bezprawne". Zasugerował też, że pomiędzy SOP a policją mogło dość do konfrontacji.
"W trakcie interwencji w pałacu byliśmy o krok od sytuacji, w której służby mogły stanąć naprzeciw siebie i skonfrontować się (...) Nie wolno do tego dopuścić. Bo jeśli taki rozłam państwa pojawi się w kolejnej, tak wrażliwej dziedzinie życia publicznego jak służby, ta będziemy na drodze prowadzącej państwo nad skraj przepaści", podsumował Siewiera.
Środowisko Prawa i Sprawiedliwości nie poszło drogą Andrzeja Dudy i ostro podsumowało meandry polityczne Siewiery. Poseł Marcin Przydacz, obecny sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta RP i szef Biura Polityki Międzynarodowej, w maju 2025 roku, w wywiadzie dla RMF FM, tak skomentował dymisję Siewiery: "Poznałem Jacka Siewierę w 2021 roku jako lekarza w Kancelarii Prezydenta. Widziałem jego drogę dryfowania ku poglądom liberalnym, ku mainstreamowi III Rzeczpospolitej. Efektem tej jego postawy był fakt, że przestał pełnić funkcję szefa BBN. Po prostu był coraz bliżej drugiej strony barykady politycznej w Polsce. Prezydent to widział, dlatego podjął taką, a nie inną decyzję".
Porażka Trzaskowskiego w wyborach prezydenckich uniemożliwiła Siewierze pracy dla dobra Polski na godnym jego osoby stanowisku, ale, jak się właśnie okazało, to co niewdzięczna Ojczyzna odrzuciła przyjęła z dobrodziejstwem inwentarza Komisja Europejska. W listopadzie Siewiera potwierdził, że został właśnie członkiem grupy doradczej przewodniczącej KE Ursuli von der Leyen ds. Gotowości Europejskiej i Katastrof.
"(...)miałem zaszczyt odebrać decyzję Przewodniczącej w gronie zaledwie 11 specjalistów z zakresu Obrony Cywilnej, Katastrof i Zagrożeń Hybrydowych z całej Europy. To będą trudne zimowe miesiące ale w kontekście prac nad Europejską Polityką Bezpieczeństwa wielka szansa i jednocześnie test dla przyszłości Europy! To spora satysfakcja że Polski punkt widzenia będzie reprezentowany w tym procesie", napisał były szef BBN na swoim profilu społecznościowym.
Czy w przypadku Siewiery sprawdziła się biblijna prawda z Ewangelii św. Mateusza: "Kołaczcie, kołaczcie, a będzie wam otworzone"? Czy może raczej, jak to stwierdził jeden z internautów, było znacznie mniej szlachetnie - "Lizał, lizał i wylizał..."? W sieci spora część komentujących nie miała dla Siewiery litości. "Nagroda za wpuszczenie policji do pałacu. Musi być pan dumny"; Szef BBN Rafałka, no ku***a czuję się bezpiecznie!"; "Łachudra z pana"; "Fajna nagroda za skurtyzowanie się"; "To dlatego się pan sprzedał? Dla korytka"; "Generalnie jest Pan raczej przykrą postacią" - to tylko niektóre z wpisów komentujących nową ścieżkę kariery Jacka Siewiery.
Internauci odnieśli się także do - kto jeszcze o tym pamięta? - sugestii (a nawet więcej niż sugestii), że mógłby być on kandydatem prawicy w ostatnich wyborach prezydenckich. "Miałem Pana za świetnego kandydata na prezydenta. Nawet toczyłem spór z żoną, ze jest Pan lepszy niż Karol Nawrocki, że ma Pan wszelkie atuty. Po wolcie jaką Pan jednak wykonał, gdy się okazało, że nie będzie Pan oficjalnym kandydatem, stwierdzam, że się ciężko co do Pana myliłem", przyznał internauta Paweł Jedliński.
Jak widać Pan Bóg uratował nas przed rokiem przynajmniej dwukrotnie.
Źródło: x.com, Republika, wPolityce, PAP, RMF FM
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X