Ambasador Niemiec jest bezczelny, ale i tchórzliwy
"Trwa nabór na polsko-niemiecki Bilet Przyjaźni! To nie tylko okazja do podróży, ale też wzbogacające doświadczenie. Młodzi ludzie mogą odkrywać kraj sąsiada dzięki bezpłatnym przejazdom", z dumą ogłosił na swoim koncie społecznościowym ambasador Miguel Berger. Reprezentant Berlina zachęcił też młodych Polaków do udziału w akcji. Jaki był odzew apelu Bergera? Nie wiadomo, bo choć zapisy już się skończyły, dyplomata cały czas skrywa swój wpis za "kłódką", dopuszczając komentarze tylko wybranych osób.
To nie pierwszy wpis Bergera, w którym ograniczył on drastycznie możliwość interakcji. Czego tym razem obawiał się wysłannik Berlina? Może historycznej refleksji internautów dotyczących samej akcji - owego podróżnego "biletu przyjaźni"? Niemcy są przecież znani z organizacji "podróży" dla Polek i Polaków choćby w okresie II wojny światowej. Wtedy także szeroko reklamowano wyjazdy do Rzeszy - na roboty przymusowe. Oczywiście obecnej akcji nie można zrównywać z tą sprzed kilkudziesięciu lat, ale praktyczne zablokowanie możliwości komentarzy przez ambasadora jest bardzo symptomatyczne. Ot, odważny Niemiec.
Od początku swojej kariery w Warszawie Herr Miguel Berger dał się poznać z bezczelnych antypolskich wpisów. Herr Berger wsławił się m. in. postponowaniem raportu o stratach wojennych Polski w latach II wojny światowej. Niemiec pisząc do promotora raportu europosła Arkadiusza Mularczyka napisał: "Szanowny panie pośle, myli się pan sądząc, że pański »raport« i pański aktywizm będą kształtować przyszłość naszych relacji. Ciągłe podziały kreowane przez ludzi takich jak pan, pomagają jedynie Putinowi". Porażająca bezczelność tego wpisu "dyplomaty" została uznana, i słusznie!, przez stronę patriotyczną za casus belli z jego strony.
Oczywiście ekspulsja Bergera nie jest możliwa w sytuacji, gdy w Warszawie rządzą nominaci Berlina. Berger o tym wiedział i wie i między innymi dlatego pozwolił sobie na kolejne bezczelne wpisy, w których daje wyraz pogardy do kraju, w którym przyszło mu sprawować dyplomatyczną misję. jednym z przykładów takiej postawy jest "replika" na wpis szefowej Instytutu Pileckiego w Berlinie Hanny Radziejewskiej.
Gdy Radziejewska wyraziła, w bardzo umiarkowanym tonie, ubolewanie małym zainteresowaniem naszych zachodnich "przyjaciół" seminarium „Okupacja – terror – opór”, na które przyjechało niespełna 20 uczestników z Niemiec, Berger bezczelnie odpowiedział: "Czy nie możesz po prostu cieszyć się, że grupa nauczycieli historii przyjeżdża aż z Niemiec, żeby dowiedzieć się więcej o Powstaniu Warszawskim?".
Zwróćmy po raz kolejny uwagę na podkreślenie "przyjeżdża aż z Niemiec". Czy Bergerowi wydaje się, że wciąż jest reprezentantem "narodu panów", a Polacy to "untermenschen"? Jedno jest pewne, na takie zachowanie Berger nie pozwoliłby sobie w żadnej innej stolicy. W Warszawie, jak widać, może. Może - do czasu!
Przy patriotycznym rządzie w Warszawie, Miguel Berger może od razu pakować walizki.
Źródło: Republika, x.com
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.
Jesteśmy na Youtube: Bądź z nami na Youtube
Jesteśmy na Facebooku: Bądź z nami na FB
Jesteśmy na platformie X: Bądź z nami na X
Najnowsze
Zbliża się czas przesunięcia wskazówek. Przejdziemy na czas jesienny
Radość, integracja i makaronowy naszyjnik – wyjątkowe spotkanie z Pierwszą Damą
Minister Cienkowska zabawiła się w modelkę. Kosztowało nas to... 148 tys. zł