Funkcjonariusz SG: Zwykle wyczuwam, kto mówi prawdę. Zapala mi się czerwona lampka
Zwykle wyczuwam, kto mówi prawdę. Jak ktoś bardzo stara się mnie przekonać, jaki jest biedny, bo przez tydzień błąkał się po lesie, a stoi przede mną w „najkach” i ma kilka tysięcy euro, to zapala mi się czerwona lampka – powiedział funkcjonariusz Straży Granicznej pełniącym służbę w podlaskim ośrodku dla cudzoziemców w rozmowie z portalem dziennik.pl.
W rozmowie z dziennikarką portalu funkcjonariusz przyznał: „jesteśmy na granicy wydolności. W ośrodku w Białymstoku jest ok. 150 ludzi, w Czerwonym Borze podobnie. W tym pierwszym zmieścimy może jeszcze z kilka osób, w tym drugim już nikogo”.
Funkcjonariusz dodał, że deportacje odbywają się normalnym samolotem komercyjnym. „Najczęściej z cudzoziemcami lecą odpowiednio przeszkoleni funkcjonariusze. Odpowiadają za eskortę, siadają razem z deportowanymi, na miejscu przekazują ich służbom granicznym i wracają do Polski. Zazwyczaj płaci za to nasza straż” – poinformował.
Polecamy Konferencja o Republice
Wiadomości
Pół miliona kary, zamknięta neurologia i śmierć młodej pacjentki w Świdnicy. Skąd chaos w szpitalu pod nadzorem KO?
Prezydent Nawrocki po exposé Sikorskiego: zabrakło asertywności wobec Komisji Europejskiej i Niemiec
Najnowsze
Bajońskie zarobki Ewy Wrzosek. ZA CO?!
Prezydent Nawrocki po exposé Sikorskiego: zabrakło asertywności wobec Komisji Europejskiej i Niemiec
Zmarzlik przedłużył kontrakt. Mistrz świata zostaje w Motorze Lublin