Wnioski raportu końcowego. Macierewicz: Służby specjalne działały tak, żeby zabezpieczyć stronę rosyjską

Artykuł
Fot. wiki / User:staszewski, PRS Team.net / CC BY-SA 2.5

– Tusk i Putin porozumieli się w sprawie tego, jak pracować nad badaniem katastrofy smoleńskiej – wyjaśnił Antoni Macierewicz, przewodniczący komisji sejmowej podczas nadzwyczajnego zjazdu Klubów Gazety Polskiej w Sulejowie

– Jesteśmy pokoleniem, które rzeczywiście buduje wolną Polskę. Nie zawsze to dobrze wychodzi, ale mamy wielkie osiągnięcia w sprawach, które wydawały się nie do rozwiązania. Wydawało się, że nie będziemy mogli tego smoleńskiego dramatu wyjaśnić. To Kluby Gazety Polskiej były tą siłą, dzięki której udało się to rozwiązać – mówił Antoni Macierewicz.

– Niektóre prawicowe gazety Polskie znalazły się po stronie kłamstwa Rosyjskiego. I dążyły do tego, żeby poprzeć zarzuty, że to polska jest winna dramatu Smoleńskiego. To kłamstwo mnie nie dziwi i nie zaskakuje – deklarował.

Zdaniem przewodniczącego komisji naturalne jest, że ataki nasilają się w miarę tego, jak dociera się coraz bliżej prawdy. Polityk podziękował również członkom komisji sejmowej, którzy wielkim wkładem swojej pracy przyczyniły się do wyjaśnienia dramatu smoleńskiego.

– Od pierwszego dnia mówiło się, że prezydent Lech Kaczyński wymusił z generałem Błasikiem lądowanie w Smoleńsku. Że pili alkohol. To kłamstwo to największa rosyjska operacja dezinformacyjna od wielu lat –  przypomniał.

– Udało się zebrać bezsporne dowody na to, co się stało i to wielka zasługa członków komisji oraz osób, które nas wspierały – dziękował. Szczególnie podziękował redaktorowi Tomaszowi Sekiewiczowi.

– W 2009 roku samoloty musiały przejść remont. Remont samolotów miał być realizowany w Rosji. Ówczesny prezydent Rosji wydał osobny dekret, jakie firmy mają remontować samoloty. To właśnie ten remont był kluczowym elementem, który wpłynął na sytuację. W samolocie, który również wrócił z remontu, miał ten sam materiał wybuchowy w takim samym skrzydle – wyjawił Antoni Macierewicz. 

– Putin nie zgadzał się na to, żeby Tusk przyjechał razem z Panem Prezydentem i Tusk się na to zgodził – przypomniał polityk.

– Lech Kaczyński nie miał żadnych gwarancji bezpieczeństwa, nie sprawdzono nawet lotniska. Nie miał samolotu zapasowego, kiedy Donald Tusk miał dwa. Tusk mówił, że bierze za to odpowiedzialność. Mam nadzieję, że ją poniesie – wyraził.

– Uzgodniono od razu, że Rosjanie przyjmą tylko ekspertów od katastrof cywilnych, a nie wojskowych. Dlatego poleciał tam Edmund Klich. Uznano wyższość konwencji chicagowskiej nad polsko-rosyjskim porozumieniem z 1993 r. Polskie służby specjalne wydawały w ręce Rosjan ludzi, którzy informowali ich o przyczynach katastrofy. To pokazuje, czym była administracja Donalda Tuska. Polska została pozbawiona materiału dowodowego. Wszyscy członkowie SLD, PSL PO głosowali za tym, żeby zostawić wszystkie dowody w rękach rosyjskich. To jest coś niebywałego. Oni nie tylko zdradzili Polskę, ale też wszystkich, którzy tam polegli – mówił polityk.

 – Nie dopuszczano Polaków do badań. Mogli tylko notować to, co udostępniali im Rosjanie. Głównym materiałem dowodowym nie były tyle czarne skrzynki, a szczątki samolotu. Do których nie mieliśmy dostępu. Mieliśmy dostęp do zdjęć i dzięki temu udało nam się zrekonstruować 60 proc. samolotu. Dzięki temu udało się zrekonstruować przebieg wydarzenia. Analiza jednoznacznie udowodniła, że piloci nie chcieli tam lądować, po tym, jak dowiedzieli się, że jest tam zła pogoda. Archeolodzy znaleźli spalone, osmolone szczątki samolotu 100-200m przed miejscem „uderzenia". Wybuch w lewym centropłacie rozbił samolot na ponad 60 tyś. fragmentów. To wyniki badań polskich archeologów, którzy badali tamten teren – wyjaśnił Macierewicz.

– Skrzynka głosowa odnotowała wybuch. Normalnie wybuch trwa tak krótko na tyle, że nie łapią się na nagranie. Ale wybuch nie był w samolocie i dlatego zdążył być zakodowany na skrzynce. Rosjanie to zaszumią tak, że wybuch był trudno słyszalny. My to oczyściliśmy i wydobyliśmy. Wydobyliśmy prawdziwy dźwięk z nagrania, w laboratorium. Sprawdziliśmy to wielokrotnie. To autentyk. Dźwięk wybuchu i przerażenia ludzi następują na 1,5s przed zbliżeniem do „brzozy Bodina" - to prawie 100m. Dźwięk wybuchu jest zarejestrowany na skrzynce głosowej. Nie wygenerowaliśmy go. Rosjanie to zatarli, zaszumieli, trudno było się zorientować, że to dźwięk wybuchu – tłumaczył trudności, które napotkała komisja w trakcie badania dramatu smoleńskiego przewodniczący.

– Kluczowa jest deklaracja rosyjskich kontrolerów, którzy widzieli jak polski samolot podleciał na 100m i odszedł na drugi krąg - Polacy nie próbowali lądować, nie zamierzali nawet tego robić. Rosjanie koniecznie chcieli, żeby prezydent Kaczyński nie dotarł do Smoleńska. Chcieli więc, żeby Polacy lądowali na najdalszym możliwie zapasowym lotnisku. Inne zapasowe lotniska zostały przekazane polskim pilotom, a inne uzgodniono z Moskwą. Rosjanie nalegali na lądowanie pod Moskwą, 300 km od Smoleńska. Polacy chcieli lądować w Witebsku, 100 km od Smoleńska. Jedno jest pewne. Cała analiza jednoznacznie przesądziła, że piloci nie chcieli lądować. Przez ostatnie pół godziny powtarzali Rosjanom, że nie będą lądować z powodu złej pogody – mówił.

– Czarną skrzynkę przywieziono do Polski 15 kwietnia. Rozpakowali ją, a tam było coś zupełnie innego, przyrząd, który odesłano do Rosji. To była robota rosyjskiego wywiadu. Badanie katastrof lotniczych opiera się na nagraniach z czarnych skrzynek. Nasze nagrania zostały sfałszowane przez Rosjan. Głównym dowodem były szczątki, do których nie mieliśmy dostępu – podkreślił przewodniczący komisji.

– Realne zniszczenia samolotu różnią się od tych, zaraportowanych przez Millera i Anodinę. Już wieczorem 10. kwietnia Rosjanie obcięli z wraku części, które świadczyły o tym, że doszło do wybuchu, tak, aby nie można było dojść do prawdy. Oderwany ogon samochodu wygląda, jakby ktoś go wyciągnął z kadłuba. Potrzeba do tego wielkiej siły, nie można było tego osiągnąć inaczej niż przez eksplozję – wyjaśnił Antoni Macierewicz.

– 30% ofiar nie miało ubrań, ponad 30% miało poparzenia, a leżało w miejscu, gdzie nie było śladu po ogniu. Doznali poparzeń wskutek fali wybuchu. Nie było jeszcze tak trudnej pracy w historii badań katastrof lotniczych. Nie tylko ze względu na wysiłek intelektualny, ale też na trud polityczny, na nienawiść. Naukowcy odchodzili, bo bali się szykan na uczelniach – podsumował Macierewicz.

Źródło: TV Republika

Komentarze
Zobacz także
Nasze programy