Komisja ws. śmierci podczas interwencji dolnośląskich policjantów bez udziału przedstawicieli policji i MSWiA

Artykuł
Mariusz Gosek (PiS) mówił, że na posiedzeniu „co najmniej powinien być obecny komendant wojewódzki policji”
Fot. PAP/Leszek Szymański

Posiedzenie komisji dotyczące przedstawienia na posiedzeniu Sejmu informacji o działaniach podjętych w celu wyjaśnienia okoliczności śmierci trzech osób podczas interwencji dolnośląskich policjantów zostało we wtorek zamknięte z powodu nieobecności przedstawicieli policji i resortu.

Na wtorkowym posiedzeniu sejmowa komisja administracji i spraw wewnętrznych miała zająć się rozpatrzeniem i zaopiniowaniem wniosku opozycji o przedstawienie na posiedzeniu Sejmu informacji ministra SWiA na temat działań podjętych przez szefów Komendy Głównej i Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu, w celu wyjaśnienia okoliczności śmierci trzech osób po interwencji dolnośląskich policjantów.

Posiedzenie, na którym zjawiły się m.in. rodziny zmarłych mężczyzn zostało zamknięte z powodu nieobecności przedstawicieli MSWiA i policji. Komisja ma w najbliższym czasie zostać w tej sprawie zwołana ponownie.

Obecny na posiedzeniu komisji Bogdan Sokołowski, ojciec 34-letniego Bartosza, który zmarł w Lubinie 6 sierpnia zwracał uwagę, że filmy z kamer policyjnych były urwane. – Policjanci, którzy wyłączają kamery od razu powinni zostać zawieszeni, czy wydaleni ze służby – ocenił.

`Artur Łągiewka, ojciec 29-letniego Łukasza – mężczyzny, który zmarł na początku sierpnia po policyjnej interwencji we Wrocławiu – opowiadał, że zadzwonił na numer alarmowy 112 z prośbą o pomoc, gdyż bał się o syna. – Przyjechali bandyci, na moich oczach go katowali i bili. czy tak zachowuje się policja – pytał. Dodał, że po tym zdarzeniu zamiast pomocy psychologicznej policja sprawdzała rodzinę "pod względem patologicznym".

Z kolei w ocenie Wiktorii Łągiewki, gdyby nie nagłośnienie przez media okoliczności śmierci jej brata, „nikt by tej sprawy nie ruszył”.

– Studenci niemieccy, mój brat, Bartek, Dmytro. I co? Ta sprawa ma być zamieciona pod dywan? Tak to sobie państwo wyobrażacie? Będę walczyć do końca – mówiła. Opisywała też policyjną interwencję. – Na moich oczach bili go pałkami tak, że przecinało skórę, krwawił. Każdego dnia zasypiam z płaczem ojca i budzę się z płaczem matki przez to tylko, że mój tata zadzwonił na 112 prosząc państwo o pomoc– opowiadała.

Mariusz Gosek (PiS) zwracał uwagę na to, że na posiedzeniu komisji „co najmniej powinien być obecny komendant wojewódzki policji”.

– Ja państwa przepraszam, jako przedstawiciel parlamentu, obozu koalicji rządzącej – zwrócił się do rodzin ofiar Mariusz Gosek. Dodał, że ma nadzieję, że szef dolnośląskiej policji „znajdzie poważne usprawiedliwienie” swojej nieobecności.

Zdzisław Sipiera (PiS) mówił, że nikt tej sprawy nie traktuje niepoważnie. – Jestem świadkiem długiej komisji, kiedy komendant główny w imieniu ministra SWiA składał deklaracje komisji, że sprawa będzie bardzo dokładnie zbadana – zaznaczył. – Czy uważacie, że tak ważne, tak delikatne sprawy można rozstrzygać na posiedzeniu Sejmu czy na posiedzeniu Komisji – pytał. Dodał, że rodziny ofiar zmarłych zostały zaproszone przez KO, a nie przez prezydium komisji dlatego również oni biorą za to „pewną część odpowiedzialności”. – Jeszcze raz mówię, była deklaracja jasna i klarowna. To będzie wyjaśnione – podkreślał.

W sprawie 34-letniego Bartosza S. w Lubinie śledztwo pod kątem przekroczenia uprawnień przez policjantów i nieumyślnego spowodowania śmierci mężczyzny prowadzi Prokuratura Okręgowa w Łodzi. Policja interweniowała wobec S. 6 sierpnia, po tym, jak na numer alarmowy zadzwoniła matka mężczyzny i poinformowała, że syn nadużywa narkotyków. S. miał być agresywny i rzucać kamieniami w okna. Funkcjonariusze go obezwładnili, a nagrania z interwencji, na których widać, jak m.in. jest przyciskany do ziemi, trafiły do sieci. Informację, że badania toksykologiczne materiału pobranego ze zwłok 34-latka wykazały obecność narkotyków w stężeniu, które mogło doprowadzić do zgonu, potwierdził rzecznik łódzkiej prokuratury. Policja utrzymuje, że w chwili, kiedy funkcjonariusze przekazywali 34-latka pod opiekę ratowników, zachowane były jego funkcje życiowe. Z kolei, według ratownika, zgon nastąpił już przed przyjazdem karetki.

29-letni Łukasz Ł. zmarł na początku sierpnia po policyjnej interwencji we Wrocławiu. Służby wezwał ojciec mężczyzny, który podejrzewał, że syn chciał popełnić samobójstwo. Funkcjonariusze do mieszkania weszli siłowo. Według policji mężczyzna „wymachiwał nożem w kierunku funkcjonariuszy i groził jego użyciem, w związku z czym został obezwładniony”. Policja tłumaczy, że ze względu na stan psychofizyczny Ł. został przekazany ratownikom medycznym. Zmarł po kilku godzinach w szpitalu. Zdaniem siostry 29-latka obecnej na miejscu interwencji, działania policjantów „nie wyglądały jak pomoc, ale jak napaść”. Jak mówiła, na miejscu nie było negocjatora, a jej brat był „bity pałkami na oślep”; użyto też wobec niego gazu. Śledztwo w sprawie śmierci mężczyzny prowadzi Prokuratura Rejonowa Wrocław Psie Pole. W poniedziałek pełnomocnicy rodziny 29-latka zapowiedzieli złożenie zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia zabójstwa przez interweniujących policjantów.

Z kolei 30 lipca policjanci interweniowali na przystanku MPK we Wrocławiu wobec pijanego obywatela Ukrainy, 25-letniego Dmytra, który został przewieziony do izby wytrzeźwień, gdzie po kilku godzinach zmarł. Był tam rażony gazem, bity pałką i duszony, czego dowodem jest nagranie z monitoringu. Komendant Miejski Policji we Wrocławiu zawiesił czterech interweniujących policjantów, a wobec dwóch wszczął procedurę wydalenia ze służby. Powodem było podejrzenie zastosowania przez nich środków przymusu bezpośredniego nieadekwatnie do sytuacji, a także naruszenie policyjnych przepisów wewnętrznych.

Źródło: PAP

Komentarze
Zobacz także
Nasze programy